recenzja9-10

Recenzja od rockarea.eu

Pięć lat trzeba było czekać na wydanie drugiego albumu Pinkroom. Pierwsza płyta „Psycholostice” ukazała się w 2009 roku i zapewne trafiła do rąk i uszu tylko tych, którzy z uwagą śledzą rynek muzyki progresywnej. Pół dekady to sporo jak na debiutantów, ale z drugiej strony można powiedzieć że twórczość panów Mariusza Bonieckiego i Marcina Kledzika jest wynikiem czystej pasji, dążenia do dopracowania wszystkiego w szczegółach, zaproponowania czegoś wyjątkowego. Przed chwilą wymieniłem być może najważniejsze atrybuty najnowszego krążka bydgoskiej ekipy. Wyróżnikiem „Unloved Toy” jest fakt, że pod względem aranżacji jest płytą przebogatą. Ilość zastosowanych brzmieniowych rozwiązań wymusza wielokrotne przesłuchanie, przy pełnej aprobacie słuchającego.

Jak udało im się osiągnąć taki efekt? Otóż wzięli jako punkt wyjścia muzyczne wzorce spod znaku King Crimson, Porcupine Tree czy samego Stevena Wilsona. I to już? Tyle? Nie. „Unloved Toy” nie jest wariacją na temat … ale sprytną, a przede wszystkim ciekawą próbą stworzenia na tym fundamencie czegoś własnego. Z powyższych muzycznych kodów genetycznych powstało nowe, ich własne DNA. Oczywiście w takiej sytuacji nie da się nie dostrzec pewnych podobieństw. Rozpoczynający „Blow” swoimi korzeniami sięga do „The Power To Believe” Karmazynowego Króla by w „Tides In The Eye” myśl rozwinąć ozdabiając odrobiną teatralności i mocnymi gitarami, zmianami nastroju w sposób dający pewność że oto jednak mamy spotkanie z zespołem Pinkroom. W „I Confess” znowu ma się wrażenie jakby powstawaniu utworu bacznie przyglądał się Robert Frip, zwłaszcza mając na względzie gitarowy wstęp. Natomiast „Seven Levels” jest ukłonem w stronę kolejnej inspiracji czyli kapeli dowodzonej przez Stevena Wilsona – Porcupine Tree. Akustyczne gitary na przemian z mocną i głośną obecnością „elektryków”, wokal z pogłosem – wszystko się zgadza. Jednym z najciekawszych, wydaje się być instrumentalny „Moondroom v3” spełniający podobną rolę jak „I Talk To The Wind” z genialnej jedynki KC. Rozpoczynający się delikatnie od smutnej melodii wygrywanej przez wiolonczele by następnie przejść w kontrolowany chaos, neurotyczną impresję jazzową, a wszystko na końcu zostaje uporządkowane przez zdecydowane, nie znoszące sprzeciwu mocno brzmiące gitary. Zaskakujące. Ciekawe. „Moondroom v3 staje się punktem kulminacyjnym albumu lecz emocje kreowane w powyższy sposób, z zachowaniem opisanej receptury nie słabną do samego końca. Wszystko wieńczy kolejny delikatny i instrumentalny utwór „ Apology”. Odrobina melancholii na pożegnanie aby móc się przez sześć minut z okładem zastanowić nad muzycznymi wydarzeniami z ostatniej godziny.

Pinkroom stał się częścią muzycznej rodziny, której protoplastą jest Robert Frip. Najnowszą płytą udowodnił że w oparciu o szlachetne wzorce potrafią stworzyć coś unikalnego. Bardzo lubię „Unloved Toy”.

9/10

Witold Żogała

link: http://rockarea.eu/articles.php?article_id=3816

0 11