recenzja-84-100

Recenzja od progrock.org.pl

Długo musieliśmy czekać na następcę „Psychosolistice”. Panowie z Pinkroom w ciągu tych pięciu lat zdążyli zebrać cały skład i stworzyć kolejne wydawnictwo, które kontynuuje ich podróż po psychotycznych dźwiękach. Na początku warto wspomnieć o zmianach. Do Mariusza Bonieckiego i Marcina Kledzika dołączyło dwóch nowych członków: gitarzysta Karol Szolz oraz Grzegorz Korybalski – obydwaj znani ze współpracy z formacją Ananke. Dodatkowo na „Unloved Toy” usłyszymy duet wiolonczelistek w postaci Anny Szczygieł oraz Ewy Witczak, a także białoruską piosenkarkę Elenę Isakovą.

Dźwiękowe eksperymenty, które mogliśmy podziwiać na debiucie, są dalej kontynuowane na drugim krążku. Generalnie mamy do czynienia z wariacjami w duchu Stevena Wilsona i Porcupine Tree (co doskonale słychać na rozpoczynającym „Blow”), ale muzycy dosyć odważnie zapuszczają się na głębsze wody. Pinkroom chętniej skłania się w stronę ambientu, co potwierdza „Tides In Eye” (fani Depeche Mode będą zachwyceni), czy „Enslaved”. Ogromne wrażenie robi też freejazzowa fanaberia w postaci „Moondrom V.3” (z pięknymi partiami wiolonczeli), czy psychodeliczny „Seven Levels”. Z bardziej klasycznych kawałków szczególnie wyróżnia się nośny „I Confess” oraz faworyzowany przeze mnie „Unwanted Toys”. W pierwszym zaskoczyła mnie elastyczna partia gitarowa, która płynnie przechadza się między psychodelią, a rock n’rollem. Natomiast ten drugi to fuzja wielu nastrojów i melodii – na każdym kroku doskonale ze sobą współgrających.

„Unloved Toy” rozwija koncepty, które zdążyliśmy już poznać na „Psychosolistice” i przy okazji stara się je jeszcze bardziej uwidocznić. Niestety odbija się to na drugiej połowie krążka, która wydaje się być bardziej chaotyczna – zarówno pod kątem muzyki, jaki i samego nastroju. Mniej tam chwytliwych melodii, a więcej narkotycznych i nieco zbyt wydumanych rewelacji. Niezbyt podobał mi się „Enslaved”, który nie do końca wie co chce pokazać – odważną elektronikę, techniczne popisy, czy wszystko na raz? Niestety taka wizja do mnie nie trafia. Nie znaczy to jednak, że druga połowa pozbawiona jest świetnych fragmentów. Wcześniej wspomniany „Unwanted Toys” czy partie Eleny w „In Trains” zwieńczone szaloną gitarową solówką, świadczą o ogromnym potencjale Pinkroom. Ich nowe wydawnictwo, choć brakuje mu swobody debiutu, jest pozycją dopracowaną, która najlepiej smakuje po kilku przesłuchaniach.

Wierzę, że „Niekochana zabawka” zostanie z aprobatą przygarnięta przez wielu fanów muzyki eksperymentalnej. Można ją porównać do lekko przybrudzonego pluszaka, którego i tak będziemy kochać, pomimo jego nieporadnego wyglądu. Może nie prezentuje się tak okazale jak inne zabawki, ale posiada przede wszystkim… duszę.

http://progrock.org.pl/rock-progresywny/rock-psychodeliczny/item/11061-unloved-toy#comment3260

0 9