metalhammer

Wywiad dla MetalHammer

Z cyklu “CZEKAJĄC na album – PRZYPOMINAMY” Wywiad z Pinkroom MtalHammer 2010

 

MH: Debiutujecie płytą bardzo ciekawą. Wszystko na niej; od tytułu, grafiki przez liryki na muzyce kończąc, splata się w jedną całość…

 

Mariusz: Wizję płyty nosiłem w sobie juz od dawna. Ukończyłem szkołę plastyczna dlatego do wszystkich tworów podchodze jak do “jednego dzieła” celem którego jest przekazanie pewnej treści. Słuchacz dostaje oprócz muzyki pewne wsparcie od strony wizualnej. Wszystko przenika się nawzajem muzyka wyszła z naszych dusz, teksty zainspirowały mnie do stworzenia grafiki, zycie zainspirowało Marcina do napisania tekstów, całość spina tytuł “Psychosolstice”, który ma symboliczne znaczenie. Solstice to termin astrologiczny opisujacy moment w którym dzień staje się dłuższy od nocy lub odwrotnie.Przesilenie wiosenne lub zimowe. To taki moment zwrotny w czasie, krawędź czasowa. Chyba jedyny moment który wyznacza pewne ramy w pojeciu czasu. Sam tytuł symbolizuję włąśnie takie przesilenie psychiki, moment w którym człowiek juz tylko moze zmienić bieg lub odejść w inny wymiar. NIe bez powodu Boże narodzenie przypada na 24 grudnia, czyli na moment przesilenia zimowego, dzień staje się od tego momentu dłuzszy od nocy. Nasza muzyka jest swego rodzaju krzykiem duszy człowieka pełnego przemysleń, który zatrzymuje się na chwilę i przyglada się ludzkości. Przewrotnie do nazwy naszego zespołu nie zawsze to wygląda “różowo” ;)  

 

MH: W waszej muzyce momentami słyszę wyraźne echa takich klasycznych płyt jak „Discipline” i „Three Of The Perfect Pair”. Jakie są wasze muzyczne inspiracje?

 

Mariusz: Nie zaprzeczę że twórczość King Crimson ukształtowała we mnie pewne podejście do muzyki. Chodzi o to że oni pierwsi pokazali mi że nie należy się bać pozornie nie pasujących dzwięków do siebie, że nie ma czegoś takiego jak kanony muzyczne, a przede wszystkim pokazali że nie trzeba tworzyć cukierkowych pioseneczek dla mas, że mozna dotrzeć do psychiki ludzkiej innymi drogami o wiele bardziej wartościowymi, które zmuszaja słuchacza do myślenia, a czasem i do zmiany swojego życia. W moim skromnym żywocie nie poznałem zespołu równemu “Crimsonom”, tak konsekwętnego, tak idacego pod prad, czy wreszcie tak nowatorskiego jak nikt inny wcześniej. Uwielbiamy myślenie muzyczne tego zespołu wiec nie uchroniliśmy się od wpływów, jednak inspiracje nasze to nie tylko oni. Marcin słucha duzo jazzu i muzyki klasycznej, ja słucham praktycznie wszystkiego co ma jakąs wartość emocjonalną i nie zastanawiam się czy to jest klasyka czy metal. Lubie w muzyce szczerość, tą niewidzialną energię która powoduje że ciarki ida po plecach. Nie przemawia do mnie syntetyczna muzyka tworzona przez sztab marketingowych smoków ;) . Dlatego przy nagrywaniu parti wiolonczeli wybrałem ścieżki nagrane zupełnie na poczatku sesji, kiedy to Ania zamknęła oczy i popłynęła w takt muzyki, nie zważając na niedoskonałości nagrania upierałem się przy tej wersji, bo nie interesuje mnie poprawność i sterowanie muzykiem za pomocą nut, wolę emocje i szczerość.

 

Marcin: W KC fascynujące są przejścia pomiędzy poszczególnymi wcieleniami, to za każdym razem praktycznie inny zespół. Podziwiam w Robercie Frippie to, że potrafi wyczuć moment, w którym dana ścieżka jest już wyeksploatowana i zejść z niej, nawet kosztem zawieszenia działalności grupy. To niestety bardzo rzadki dar, bardzo wielu artystów skazuje nas na wieloletnie męki…? Osobowość Roberta na pewno miała na mnie olbrzymi wpływ pomimo tego, że jestem perkusistą. Mariusz wspomniał wcześniej, że słucham dużo muzyki klasycznej i jazzu. Z tego osłuchania z klasyką może wynikać fakt, że nie mamy w składzie klawiszowca – dostałbym drgawek słysząc plastikowe, symfoniczne brzmienia, wyciągane z keyboardu. W kwestii zastosowania „żywych” instrumentów klasycznych jestem natomiast jak najbardziej na tak.

 

 

MH: Zwraca uwagę oprawa graficzna płyty – ciekawa okładka to jedno, a przemyślane fotografie w środku to drugie…

 

Mariusz: Jak już wcześniej mówiłem jako producent albumu chciałem żeby wszystko było spójne, a że zdecydowałem się wydać płyte własnym sumptem miałem nad tym całkowitą kontrolę. Sama okładka powstała dużo wcześniej przed ukończeniem nagrywania. Zdjęcie polany zrobiłem 2 lata wcześniej nad polskim morzem , sam nie wiem czemu je zrobiłem ale pamiętam że w pewnym momencie znudzony siedzeniem na plaży wziąłem aparat i poszedłem na wydmy a chmurna pogada sprezentowała mi niesamowite zdjęcia. Przy projektowaniu grafiki chciałem uchwycić atmosferę z zawartości płyty dlatego wymysliłem chłopca z którego głowy wylatuje ptak symbolizując myśli wydzierające się z mózgu. Co dziwne zdjęcie chłopca znalazłem przez internet i napisałem do jego autora czy by nie zgodził się na użycie go w okładce i w ten sposób Peter Drahony ze Szkocji dorzucił pewne ziarenko do Psychosolstice. Zdjęcia we wkładce miały obrazować poszczególne utwory z płyty, niestety w owym czasie zachorowałem i nie mogłem realizować swoich wizji. Na szczęście z pomoca przyszli przyjaciele, którym przekazałem co bym chciał mieć na zdjęciach a oni w pocie czoła biegali po torach , różnego rodzaju pomieszczeniach żeby tylko spełnić moje zachcianki. Zdjęcia Anety Monarchy i Rafała Joppka potem tylko odpowiednio przybrudziłem żeby pasowały do całości. Korzystając z okazji chcę im bardzo podziękować za pracę jaką wykonali.

 

MH: „Curse” to klimatyczny numer instrumentalny…

 

Mariusz: Na samym początku muszę sprostować że na okładce płyty został popełniony błąd w druku i utwór “Curse” to tak naprawdę “2am”, być może pierwszy nakład płyty będzie kiedyś rarytasem dla kolekcjonerów, bo nastepna partia będzie już poprawiona. Co do samego kawałka to powstał on zupełnie naturalnie z improwizacji na próbie. Przyszliśmy , każdy odpalił swoje sprzęty zgasiliśmy światło i zaczeliśmy grać. Graliśmy ten temat dobra godzinę, nagraliśmy to na komputer. Kiedy wychodziliśmy z sali zastanawialiśmy się która jest godzina bo granie tak nas pochłonęło że stracilismy poczucie czasu i wtedy ktos rzucił że pewnie jest 2 w nocy. Tak naprawdę była 22.00 ale tytuł został. Barzo lubię ten utwór bo ma w sobie wielką dawkę napięcia i emocji, i tu zaznaczę że na koncertach słuchaczy zaskoczy wersja tego kawałka, przygotowaliśmy specjalną niespodziankę.

 

MH: Z kolei „2 am” ma wręcz metalowy potencjał…

 

Mariusz: Nie boimy się mieszać gatunków muzycznych, tak jak wcześniej zaznaczyłem najważniejsze dla mnie w muzyce są emocje, nieważne w jaki sposób wyrażone. Lubię grać spokojnie ale mocniejsze uderzenie nie jest mi obce. Do wyrażenia pewnych odczuć potrzebne jest czasem mocniejsze uderzenie i w tym kawałku postanowiłem to zastosować. Mam nadzieję że słuchacz doceni różnorodność jaka występuje na naszej płycie bo ja osobiście nie lubie płyt granych na “jedno kopyto” Wogóle muzyka to dziwny rodzaj działalności, bo nagle okazuje się że obok giełdy papierów wartościowych istnieje dziedzina która pozwala wszystkim maklerom świata oderwać się od rzeczywistości i popłynąć w nieznane rejony świadomości. Nie wiem czy swiat bez muzyki miałby jakikolwiek sens. Wstawanie, jedzenie, polowanie, jedzenie, spanie.

 

MH: W „Moodroom v.2” zdecydowanie spodoba się fanom „Trylogii” King Crimson…

 

Mariusz: Ten utwór zobiliśmy na próbie , całość powstała spontanicznie nie zastanawialiśmy się czy to pod wpływem KC czy nie. Graliśmy swoje , inspiracje samy wypłynęły jednak dodaliśmy swoje do tego klimatu: trąka i wiolonczela to wynik tego że instrumentalny kawałek musiał zabrzmieć szczerze.  Słuchacz nie moze nudzić się muzyką więc w utworze zmienia sie 3 razy klimat. raz to jest melancholicza wiolonczela raz matematyczne podejście do muzyki a na końcu pozorny chaos gitarowy, który obrazuje złość jaka we mnie narasta widząc głupawy pęd ludzkości ku technoligi i odcinania się od natury.

 

Marcin: „Moodromy” są w zasadzie dwa – v.1 nie wszedł ostatecznie na płytę, zdecydowaliśmy, że trochę za bardzo odstaje od reszty. Można go odsłuchać na naszej stronie internetowej. Wyróżnikiem tych kompozycji jest specyficzna linia basu, grana tapingiem. Z taką punktową podstawą dobrze współgrają pętle gitar na górze – wszystko przeplata się, wymija, tworzy struktury jak w kalejdoskopie.

 

 

MH: „Days Which Should Not Be” zaczyna się wręcz bluesrockowym riffem…

Marcin: To najstarszy utwór ze wszystkich zamieszczonych na płycie, sięga czasów, kiedy grali w PinkRoom Tomek Sanigórski i Daniel Karwicki. Ulegał oczywiście przeobrażeniom, sam temat początkowy, o którym wspominasz, miał pierwotnie “kopnięte” metrum. Nie jesteśmy zwolennikami muzyki prostej, ale z czasem nauczyliśmy się poświęcać efektowną kombinatorykę na rzecz efektywnej spójności utworu. A czy riff jest bluesrockowy… nie myślałem nad tym nigdy. “Days…” jest ogólnie zawiłym utworem. Zwrotki niemal funkujące, wiolonczelowy pejzaż na koniec, a refrenach temat zwany przez nas na próbach “odkurzaczem”. Co to wogóle jest, słyszałeś kiedyś coś takiego?

 

MH: Czego można Wam życzyć?

Mariusz: Chciałbym wkońcu się dowiedzieć co jest w kosmosie i co to jest wszechświat. A tak poważnie to debiutantom można życzyć tylko jednego: by jak najwięcej ludzi ściągało ich poprzez torrenty przez co dotrą do dużej liczby słuchaczy. Jak już powiedziałem muzyka jest dla mnie wszystkim nie  chciałbym zboczyć z obranej drogi, fajnie by było gdyby coraz więcej ludzi wsiadało by do tego samego pociągu.

maetalhammer_fot2 metalhammer-fot1

0 12